Od paracetamolu po magię elfów
Od paracetamolu po magię elfów. Aleksandra Mazur o blaskach i cieniach życia w Danii
Mieszka w Danii od ponad dekady, gdzie na co dzień zarządza badaniami klinicznymi . Gdy wraca do domu, zamienia świat twardych danych na krainę skandynawskiego hygge, tworząc uwielbiane przez polonijne dzieci audiobajki „Tajemnicze Drzwi” . Niedawno jej szczera perspektywa na duńską służbę zdrowia wywołała burzę w polskim Internecie . O kulisach słynnego leczenia paracetamolem, wolontariacie, który otworzył jej drzwi do kariery, oraz o tym, dlaczego w Danii ludzie mają czas na pasje, rozmawiamy z Aleksandrą Mazur .
Polonia.dk: Mieszkasz w Danii od ponad dekady. Niedawno polski internet obiegł Twój wywiad o duńskiej służbie zdrowia i słynnym leczeniu paracetamolem . Spodziewałaś się, że ten temat wywoła aż tak burzliwą dyskusję?
Ola Mazur: Szczerze? Tak i nie . O niezrozumieniu duńskiej służby zdrowia słyszę od Polaków bardzo często – zarówno w prywatnych rozmowach, jak i w mediach społecznościowych. Kilka miesięcy temu opublikowałam post, w którym próbowałam pokazać, że za tym słynnym „proszę wziąć paracetamol” nie stoi brak troski o pacjenta, ale bardzo przemyślana strategia oparta na badaniach naukowych i racjonalnym wykorzystaniu zasobów systemu .
Większość z nas nie zastanawia się, ile kosztuje godzina pracy lekarza, doba w szpitalu czy konkretna procedura medyczna. Chciałam trochę uchylić kulisy funkcjonowania tego systemu. Reakcje były bardzo emocjonalne i komentarze mocno podzieliły odbiorców ????.
Dlatego przed publikacją artykułu w Medonecie miałam pewne obawy. Tym bardziej ucieszyło mnie, że obok krytyki pojawiło się również wiele bardzo merytorycznych i życzliwych głosów.
Polonia.dk: Jak wspominasz wejście na duński rynek pracy ? Czy rzeczywistość różniła się od oczekiwań?
Do Danii przyjechałam na studia podoktorskie. Już wcześniej wiedziałam jednak, że chcę rozwijać się w badaniach klinicznych. Ukończyłam specjalistyczny kurs zarządzania badaniami klinicznymi w Berlinie, a swoją pierwszą pracę zaczęłam… od dwumiesięcznego wolontariatu w Rigshospitalet .
Wielu Duńczyków mówiło mi wtedy: „Ja nigdy nie pracowałbym za darmo”. Ja patrzyłam na to jak na inwestycję. Potrzebowałam praktycznego doświadczenia. Po dwóch miesiącach dostałam kontrakt, a później otworzyło mi to drzwi do międzynarodowych firm farmaceutycznych .
Nauczyłam się też, jak ogromne znaczenie w Danii ma LinkedIn i networking. Świat badań klinicznych jest niewielki. Nigdy nie wiadomo, czyja rekomendacja okaże się kluczowa za kilka lat.
Polonia.dk: O duńskiej kulturze pracy krążą legendy. Ile jest w nich prawdy ?
Ola Mazur: Moim największym zaskoczeniem był brak sztywnej hierarchii, ogromne zaufanie do pracowników i bardzo zdrowe podejście do równowagi między życiem zawodowym a prywatnym .
Bycie młodą mamą nigdy nie było przeszkodą w rozwoju zawodowym. Jeśli dzwoni przedszkole albo szkoła, że dziecko jest chore, nikt nie patrzy na to krzywo. To po prostu życie .
Podoba mi się też szacunek do czasu wolnego. Gdy kończę pracę albo jadę na urlop, naprawdę mogę się wylogować . Nie ma oczekiwania, że będę stale dostępna. Skandynawowie są pod tym względem bardzo asertywni. Praca ma swoje miejsce, ale nie definiuje całego życia.
Polonia.dk: Napisałaś: „W Danii mają czas na bzdury”. Co kryje się za tym hasłem ?
Ola Mazur: To był oczywiście trochę prowokacyjny tytuł. Chodziło mi o coś zupełnie innego.
Pamiętam rozmowę z mamą mojej duńskiej znajomej. Opowiadała z dumą o swoich koleżankach: jedna robi na drutach , druga wypala ceramikę , trzecia piecze chleby , czwarta tworzy biżuterię . Wszystkie od lat rozwijały swoje pasje.
Zaczęłam się zastanawiać, ile kobiet w Polsce ma przestrzeń, żeby po pracy robić coś wyłącznie dla siebie. Często skupiamy się na obowiązkach, dzieciach, domu, dodatkowych kursach. Na własne hobby zostaje niewiele czasu .
W Danii jest mnóstwo klubów, warsztatów i kreatywnych spotkań. Ludzie naprawdę pielęgnują swoje pasje. I właśnie tego moglibyśmy się od nich uczyć. Hygge to nie tylko świece i koc . To świadome tworzenie przestrzeni na rzeczy, które sprawiają nam radość.
Polonia.dk: Co po 10 latach w Danii nadal Cię irytuje, a za czym tęsknisz z Polski ?
Ola Mazur: Najbardziej brakuje mi… small talku .
Uwielbiam krótkie rozmowy z przypadkowymi ludźmi. Takie drobiazgi często poprawiają mi humor na cały dzień. Duńczycy są znacznie bardziej powściągliwi . Czasem nawet zwykłe „dzień dobry” nie jest oczywistością.
Mam wrażenie, że Polacy są bardziej spontaniczni i ciekawi drugiego człowieka. Chętniej zagadują i szybciej nawiązują relacje.
A za czym tęsknię? Za polską jesienią , za rodziną i… za drożdżówkami .
Polonia.dk: Jak łączy Twój świat badań klinicznych z „Tajemniczymi Drzwiami” ?
Ola Mazur: Paradoksalnie te dwa światy świetnie się uzupełniają. Badania kliniczne zaspokajają moją potrzebę analitycznego myślenia i porządku. „Tajemnicze Drzwi” są przestrzenią dla kreatywności .
Projekt narodził się, gdy zostałam mamą. W Danii zakochałam się w tradycji elfów nisse i pomyślałam, że warto pokazać ją polskim dzieciom. Najłatwiej było zrobić to poprzez opowieści. Moje dzieci wychowują się dwujęzycznie, więc audiobajki były również sposobem na przemycenie większej ilości języka polskiego.
Na szczęście sklep działa głównie przez dwa miesiące w roku , więc nauczyłam się planować, delegować i dobrze organizować pracę.
Polonia.dk: Czy myślisz także o dzieciach polonijnych ?
Ola Mazur: Zdecydowanie tak. Od początku chciałam stworzyć coś, co nie tylko bawi, ale też buduje wspomnienia i pomaga rodzicom spędzać wartościowy czas z dziećmi .
Bardzo często dostaję wiadomości od rodzin mieszkających za granicą, że moje audiobajki są jednym ze sposobów na pielęgnowanie języka polskiego. Marzy mi się również przetłumaczenie ich na język angielski, aby mogły trafiać do jeszcze większej liczby rodzin .
Polonia.dk: Jak hygge wpłynęło na Twoją twórczość ?
Ola Mazur: Bardzo mocno. Duńskie hygge nauczyło mnie, że szczęście buduje się z małych chwil . Staram się przemycać to również w swoich historiach. Moje bajki nie uczą tylko przygód. Pokazują też wartość wspólnego czasu, rodzinnych tradycji, uważności i dostrzegania drobnych radości . Mam nadzieję, że dzięki temu dzieci od najmłodszych lat uczą się, że nie trzeba mieć wszystkiego, żeby czuć się szczęśliwym.
Szybkie strzały
-Kawa w Kopenhadze czy polska drożdżówka? Kawa w Kopenhadze, ale do niej obowiązkowo polska drożdżówka .
-Korporacja czy własny biznes? Rozsądek mówi korporacja, serce mówi „Tajemnicze Drzwi”
-Duński chłód czy polska złota jesień? Bez chwili wahania – polska złota jesień
-Rower czy samochód? Na co dzień rower. W listopadzie… zdecydowanie samochód
-Hygge na kanapie czy zwiedzanie świata? Kiedyś odpowiedziałabym: zwiedzanie . Dziś wiem, że szczęście jest gdzieś pomiędzy.
Polonia.dk : Co poradziłabyś osobom rozpoczynającym życie w Danii ?
Ola Mazur: Przede wszystkim nie zniechęcać się pierwszymi odmowami . Warto uczyć się języka, budować profil na LinkedIn, poznawać ludzi i być proaktywnym. W Danii wiele rekrutacji odbywa się dzięki poleceniom i kontaktom .Nie bałabym się też pisać do firm, nawet jeśli akurat nie prowadzą rekrutacji. Czasami wystarczy jedna wiadomość we właściwym momencie .I chyba najważniejsze – nie czekać, aż szczęście zapuka do drzwi. Czasem trzeba mu po prostu otworzyć okno, a jeśli trzeba… wejść przez komin . To podejście bardzo mi pomogło w budowaniu kariery.
Olu, dziękuję Ci bardzo za tak inspirującą rozmowę.
- 08.08.2026 12:10 • 36 lat w Danii Małgosi Jørgensen w Danii
- 08.08.2026 09:29 • Rower - Najmodniejszy dodatek z Kopenhagi na jesień 2026
- 06.08.2026 16:59 • Duńskie filmy i seriale
- 02.08.2026 12:58 • Zakaz jazdy w całej UE od 2029 – co czeka Polonię
- 02.08.2026 11:53 • Niższy VAT na żywność od 2028
- 31.07.2026 13:38 • Od paracetamolu po magię elfów
0.58
3.97
4.35