DZISIAJ JEST czwartek 14 grudnia 2017
Imieniny: Alfreda, Izydora, Jana
DANIA
dziś
3°C
pt.
3°C
sob.
2°C
Kurs walut z dnia 2017-12-13
0.57
3.59
4.22

Polacy wykorzystani przez duńskiego pracodawcę

26.11.2017 12:46
Jakiś czas temu dostaliśmy link do filmu na YouTube od jednego z naszych czytelników z zapytaniem, czy oglądaliśmy już materiał o zachowaniu pewnego Duńczyka i o sposobie w jaki potraktował swoich pracowników.  
 
 
Filmik nagrany z ukrycia. Cała akcja toczy się w jadącym samochodzie.
 
 
- Pytam się, co oni zrobią bez wypłat? - odzywa się jeden z mężczyzn jadących w samochodzie. Po chwili kolejny kieruje podobne pytanie, tylko tym razem po angielsku do kierowcy. Mężczyzna nie odpowiada, a samochód nagle przyspiesza. Po chwili zatrzymuje się, kierowca wysiada i krzyczy po angielsku - Wysiadać -. Jeden z mężczyzn otwiera drzwi i mówi - Musisz oddać im pieniądze. - Wysiadać! - powtarza rozwścieczony kierowca. - Zadzwonimy na policję - odgraża się ktoś inny w tle. Na co kierowca z przekąsem odpowiada - Tak, zrób to! - Film się urywa na kadrze grupy mężczyzn zbierających z chodnika swoje rzeczy.
 
Oto w jaki sposób w ciągu dosłownie kliku minut staliśmy się uczestnikami dramatu, którego doświadczyła grupa pracowników - jak się później okazało - z Polski i Rumunii pracujących przy szczepieniu norek na duńskich farmach. 
 
 
 
 
 
 
Jak w większości takich przypadków, na początku obietnice jawią się zawsze lepiej niż zastany stan rzeczy.
 
- Mój kuzyn pracował tam rok temu. Był zadowolony, więc ściągnął dwóch kolegów. A ja miałem w planach powrót do Polski, bo byłem tutaj 7 lat, więc pomyślałem, że byłoby fajnie zarobić jeszcze trochę przed wyjazdem - mówi Adam, autor filmu na YouTube, a zarazem jeden z oszukanych pracowników.
 
- Pracę zaczęliśmy 1 lipca 2017, ale kontrakty dostaliśmy wcześniej. Wiedzieliśmy, że będzie to praca na akord i ile będziemy zarabiali. Wszystko wyglądało w porządku. Dostaliśmy kontrakty, przeczytaliśmy i się zgodziliśmy na to co zostało tam powiedziane - dodaje. 
 
Wiedzieli, że praca będzie ciężka. Wiedzieli za ile będą pracowali. Wiedzieli też, w jakich warunkach przyjdzie im pracować. A przynajmniej tak im się wydawało. 
 
- Była to praca objazdowa, więc  byliśmy świadomi tego, że będziemy musieli się przemieszczać po całej Danii i warunki nie będą luksusowe. Kiedy rozmawialiśmy o tym, gdzie będziemy spali, powiedziano nam, że będą to 4 przyczepy kempingowe po 2 -3 osoby w jednej. Po prostu zakładaliśmy, że będziemy ciężko pracowali, ale i też przecież dobrze zarabimy - przyznaje Adam. 
 
Pierwszy dzień pracy przyniósł pierwsze rozczarowania.
 
 
- Na miejscu okazało się, że nie ma żadnych przyczep kempingowych. Była tylko obwoźna biblioteka przerobiona na zbiorowe sypialnie. Mieliśmy spać tam wszyscy, w osiem osób. Zwróciliśmy mu na to uwagę, ale powiedział nam: “Jak się nie podoba, to wracajcie do domu, ale będziecie musieli zapłacić 5 tys. koron za kurs”. Znaliśmy angielski, a ja także mówię po duńsku, więc pomyśleliśmy, że jakoś uda nam się poprawić sytuację. No i przecież miało to być tylko na kilka miesięcy - mówi Adam.
 
Zostali. Ale dalej było już tylko gorzej. 
 
- Byliśmy przygotowani na ciężką pracę, ale nie do tego stopnia. Praktycznie codziennie pracowaliśmy po 12 - 16 godzin. Były też sytuacje, gdzie wstawaliśmy o 6:00 rano do pracy, kończyliśmy ją około 20:00, wsiadaliśmy do samochódu i jechaliśmy dosłownie z jednego końca Danii na drugi. Szliśmy spać o 3:00, a już o 6:00 Henninga (pracodawca) wpadał i wrzeszczał, żeby wstawać do pracy. Kto takie coś wytrzyma? A do tego musieliśmy wykonywać dodatkowe zadania, które nie były w kontrakcie i nikt nam za to nie płacił - opowiada Adam.
 
Praca ponad ludzkie możliwości, to nie jedyny aspekt. Dochodziło tam także do znęcania się psychicznego.
 
- Wiadomo, że każdy może się zdenerwować i mogą go ponieść emocje. Ale u niego  było to normą. Wyzywał nas od różnych. Nawet trudno jest mi policzyć ile razy wykrzyczał, że jesteśmy polskimi świniami. W takiej atmosferze wytrzymać się długo nie da. Próbowaliśmy o tym wszystkim z nim rozmawiać. Nic to jednak nie zmieniło - wyznaje nasz rozmówca.
 
 
Czara goryczy przelała się, kiedy nie dostali wypłat, a warunki do życia pogorszyły się radykalnie.
 
 
-  Nigdy nie było wspaniale, ale któregoś dnia przyszło nam się umyć w pomieszczeniu w ubojni dla świń. Zdenerwowaliśmy się okropnie i powiedzieliśmy, że nie będziemy pracować, bo ani wypłaty nie dostaliśmy na czas ani nawet warunków przyzwoitych nie ma do życia. To był  tam nasz ostatni dzień - mówi.
 
 
Po tym epizodzie szef zabrał ich na dworzec.
 
- Było po 22:00 i żadnego pociągu. A nas nie było stać na hotel, więc właśnie tam spędziliśmy noc, na ławkach. Następnego dnia wyjechaliśmy. Później dostaliśmy jakieś pieniądze. Ale to nie pokrywało nawet w małym stopniu wynagrodzenia za godziny, które rzeczywiście przepracowaliśmy - opowiada Adam.  
 
 
 
Niestety, w Danii podobnych historii, o których w mediach nie przeczytamy jest znacznie więcej.
 
- Przynajmniej raz w tygodniu dostaję telefon o podobnym charakterze. Naprawdę wielu ludzi pada ofiarami nieuczciwości ze strony pracodawców. Nie mam tu tylko na myśli obcokrajowców. Rodowici Duńczycy też do nich należą - przyznaje adwokat Dominika Prokop z kancelarii Prokop & Marstal Advokatanpartsselskab.
 
- Polacy padają znacznie częściej ofiarami wykorzystania niż Duńczycy, bo oni oczywiście znajdują się w znacznie lepszym położeniu niż emigranci. Głównie pod względem znajomości swoich praw oraz kontaktów. Duńczyk wie także jak walczyć o swoje prawa - dodaje.
 
Według prawniczki, opisani powyżej Polacy, mimo trudnej i stresującej sytuacji wykazali się dużą roztropnością zbierając dowody całego zajścia.
 
 
- Ludzie często pokładają zbyt wiele zaufania w uczciwość pracodawców. Często zwiedzeni powierzchownymi aspektami lub niedomówieniami zapominają o tym, aby zadbać o najważniejsze kwestie takie jak kontrakt czy robienie własnych notatek o ilości przepracowanych godzin. A dowody są bardzo ważne w takich sytuacjach, zwłaszcza jeśli chce się odzyskać później pieniądze - mówi Dominika Prokop. 
 
 
Adam wraz z innymi pokrzywdzonymi nadal walczy o odzyskanie niewypłaconych pieniędzy. Ma on jednak nadzieję, że ich historia zwróci uwagę samych imigrantów na to, aby nie tylko uważnie przyglądać się ofertom pracy, ale i walczyli o swoje prawa.
 
 
- Zrobiłem co mogłem. Rozmawiałem ze związkami, prawnikiem, Duńską Inspekcją Pracy i mediami. Nie wiem na ile to nam pomoże, ale mam nadzieję, że nasza historia stanie się przykładem dla innych. Zwyczajnie chcemy, aby ludzie nie powieleli naszych błędów - wyznaje Adam. 
 
 
autor: MB

Projekt graficzny współfinansowany w ramach funduszy polonijnych
Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej